Edukacja domowa – a my robimy swoje!
Grudzień 2015
Edukacja domowa – jak my to robimy?
Kwiecień 2016

Pierwsze miesiące w edukacji domowej

Pamięć jest ulotna, więc aby ją wspomóc stworzyłam poniższe podsumowanie dotychczasowej przygody z edukacją domową, którą Tomek (rocznik 2009) i Agatka (rocznik 2011) rozpoczęli we wrześniu 2015 roku.


Zdjęcia i filmiki obejmują okres od września do grudnia 2015, ale biorąc pod uwagę ilość dni, która po drodze wypadła, czy to ze względu na święta, wyjazdy czy różne sprawy i uroczystości rodzinne, jest to bardziej podsumowanie z trzech miesięcy niż z czterech.

Jeśli jesteś u nas pierwszy raz, zajrzyj proszę najpierw do wpisu
wprowadzającego w nasze wyzwania edukacyjne.

Na początek dotychczasowe wyczyny Tomka z matematyki:

Czy to aby nie za dużo jak dla 6-latka?
Być może.

Nie śledzimy dokładnie tego co mówi podstawa programowa, ponieważ... nie musimy się nią ograniczać.

Jakie jest założenie?
Aby Tomek już na początkowym etapie poznał podstawowe i najważniejsze zasady, które rządzą tą nauką.

Przypominam, że dziadek jest wieloletnim nauczycielem matematyki i potrafi ją wytłumaczyć w naprawdę przystępny sposób.
Efekt?
Tomek już złapał niezłego matematycznego bakcyla. A, że tata również ma niezłą smykałkę do matematyki, to na tym etapie, na szczęście, wiele już wskazuje na to, że moje "matematyczne zdolności" nie zostaną odziedziczone :)

Pierwszy zeszyt Tomka z języka polskiego:

 

Na dokładkę drugi zeszyt Tomka z języka polskiego:

Aktualnie Tomek pisze zdania ze słuchu.
Nauce pisania od początku towarzyszy również nauka czytania przy wykorzystaniu kilku metod (m. in. czytanie globalne oraz metoda Cieszyńskiej).

Agatka również przez te trzy miesiące dokonała niesamowitych rzeczy jak na swoje 4 latka.
W jej zeszytach ćwiczeń należy zwrócić uwagę, iż początkowe litery w linijkach zazwyczaj pomaga pisać dziadek - dlatego też są tak równe.

Pierwszy zeszyt Agatki:

Drugi zeszyt Agatki:

Czy efekty, które widać na tych filmikach kosztowały wiele czasu? Czy Tomek i Agata nie robią nic innego jak tylko piszą z przerwami na liczenie?

Oczywiście, że nie!
Zatem jak to wygląda u nas w praktyce?

Mniej więcej tak:

Dzieci budzą się zazwyczaj między 7.00, a 7.30.
Jest czas na leniwe wstawanie, na łażenie w piżamach, na pierwsze małe zdrowe co nieco i na zabawę przerywaną nieraz kłótniami o tematy rangi co najmniej państwowej.
Między 8.30, a 9.00 przyjeżdża do nas dziadek.

Jak widać, nie gonimy nigdzie na magiczną godzinę 8.00 i nic się nie dzieje jeśli mamy opóźnienie o pół godziny, czy więcej. Nic się również nie dzieje jak wypada nam cały dzień ze względu na badania, wyjazdy, święta, zakupy, sprawy losowe i inne przypadki. Ta elastyczność to niesamowity plus edukacji domowej na co dzień.

Około 9.30 dzieci są już u dziadka i zaczynają pierwsze "zajęcia" od pisania.

Najpóźniej pół godziny po przyjeździe mają drugie śniadanie, czyli jest przerwa od nauki.
Po śniadaniu Tomek ma matematykę, a Agatka w tym czasie przykładowo zajmuje się kolorowaniem, przysłuchując się temu co robi Tomek.
Kolejna przerwa - oczywiście na jedzenie i trochę zabawy :)
Nauka czytania na tym etapie wygląda już tak, że Tomek czyta Agacie proste książeczki dla dzieci, a Agatka czyta Tomkowi książeczki z serii J. Cieszyńskiej. A Tomek w razie potrzeby jej podpowiada.

Okolice godziny 12.40 to praktycznie koniec nauki.

O tej porze, w dni powszednie,  w TVP 1 zaczyna się tzw. "przyroda", czyli niesamowite filmy przyrodnicze (m.in. z serii BBC World), które trwają około 45 minut i które dzieciaki z chęcią oglądają.
Po przyrodzie zazwyczaj jest jeszcze kilka minut gimnastyki, która ma na celu przede wszystkim rozruszanie kości i korekcję drobnych wad postawy.
Po godzinie 14.00 jest pora na zupę, zabawę i drugie danie, co trwa często nawet i do 16.30. 

Do tego elastycznego planu dla obojga dochodzi raz w tygodniu wczesnym popołudniem lekcja angielskiego z przemiłą nauczycielką i 2 razy w tygodniu godzinne zajęcia karate popołudniami.
Raz w tygodniu Tomek ma w pobliskiej szkole szachy, a w niektóre weekendy uczęszcza na warsztaty lub wykłady na Uniwersytecie Dziecięcym.
W weekendy jest też czas na próby śpiewu w chórku, które sami sobie zażyczyli. 

Podsumowując czas faktycznej nauki...

... między 9.30, a 12.30, odejmując jeszcze czas poświęcony na przerwy, jedzenie, ustalenia i negocjacje, zostaje jedynie ok 2 godzin na naukę.
Widząc co już udało się zrobić w tak krótkim czasie, jestem pełna optymizmu i nadziei, że zarówno Tomka, jak i Agatę, chęć do nauki szybko nie opuści. Przy tym nie braknie im czasu na zabawę, jedzenie, sport i pasje. Kreatywność w takich warunkach też ma duże szanse na przetrwanie.
Jak tylko Tomek poczuje większą swobodę w czytaniu, to w większym zakresie będziemy korzystać z pomocy multimedialnych.

Nie zaprzeczam, że mają zbyt mały kontakt z rówieśnikami. Lgną do innych dzieci, co jest całkowicie zrozumiałe. Na ten moment jednak poza zajęciami dodatkowymi i spotkaniami z licznym kuzynostwem nie mają okazji do tzw. socjalizacji, co nie oznacza, że z czasem nie będzie się to zmieniało.

Ciekawych odpowiedzi na pytanie czy nauka Tomka i Agaty już zawsze będzie tak wyglądała zapraszam do naszego wpisu wprowadzającego o wyzwaniach edukacyjnych.
Z niego też dowiecie się, kto w 99% ogarnia całą tą naukę i że to oczywiście nie jestem ja :)

Porównania?

Na koniec zaznaczę jeszcze, że powyższe postępy porównujemy nie do innych dzieci szkolnych/przedszkolnych lub edukujących się alternatywnie, w wieku 6, czy 4 lat. Porównujemy je jedynie do stanu, który miał miejsce jeszcze we wrześniu 2015 roku, kiedy pisanie, liczenie i czytanie, zarówno u Tomka, jak i u Agatki, było na bardzo początkowym etapie. 
Czy jest widoczny postęp?
Tak i to ogromny! Co nas wszystkich niezmiernie cieszy :) 

Wszystkie filmiki dostępne są również na naszym kanale na YouTube w postaci playlisty Edukacja domowa IX-XII 2015 (T 2009 i A 2011).

Ze specjalną dedykacją dla niezastąpionego Dziadka Ryśka, którego pokłady cierpliwości do wnuków oby się nigdy nie wyczerpały! :)

  • Witaj, myślę, że przemyśleliście całą sprawę bardzo poważnie i że bardzo mocno do całego przedsięwzięcia się przygotowaliście – widać to po tym, że cały dzień macie bardzo zgrabnie ułożony a przy tym jest miejsce na elastyczność, gdy wymaga tego sytuacja. Nigdy nie rozważałam edukacji domowej swoich dzieci, ale nie potępiam Waszego wyboru, bo jeżeli uważacie że sprostacie temu zadaniu, to macie do tego pełne prawo. Przeczytałam Twój wpis o wyzwaniach edukacyjnych i wiem, że nie chciałaś się za bardzo rozpisywać nad kwestią socjalizacji Waszych dzieci, ale ja jednak o to zapytam – jak planujesz rozwiązać ten problem w przyszłości? Edukacja to nie tylko matematyka, przyroda i język polski. Jak chciałabyś pomóc Twoim dzieciom nauczyć się funkcjonować w większej grupie? Obawiam się że zajęcia dodatkowe to tylko namiastka. Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów!

    • Oczywiście, że zajęcia dodatkowe to tylko namiastka socjalizacji. Tak jak wspominałam – nie mamy żadnej pewności jak długo taki model edukacji uda nam się utrzymać. Zależy to od bardzo wielu czynników i na tym etapie nie jestem w stanie przewidzieć kiedy i do jakiej szkoły dzieci pójdą. Wychodzę jednak z założenia, że nie ma sensu zamocno martwić się o to już teraz na zasadzie – pomartwię się na zapas 🙂 Gdyby takie podejście miało nami kierować to na pewno nie poszlibyśmy żadną alternatywną ścieżką. Dziękuję za życzenia!

  • to jedno z takich wyzwań których bym się nie podjęła 🙂 nie nadaję się do tego

  • Jak dobrze trafić na aktywny blog o ED! Dodaję do ulubionych 🙂

    • Cieszę się i zapraszam częściej! Wpadnij też na profil facebookowy – będzie łatwiej śledzić wpisy 🙂

  • Niesamowite jest to jak wiele rodziców traci czas na tak naprawdę bzdety i ciągle stęka przy wychowywaniu dzieci, że nie mają na nic czasu. Jesteś przykładem rodzica idealnego! 🙂

    • Zgadzam się z Tobą, że wielu rodziców narzeka na brak czasu, bo sama do nich od zawsze należę 🙂 Nie zgodzę się z Tobą jednak w temacie mojego „idealnego rodzicielstwa”, ponieważ absolutnie tak nie jest! Jakkolwiek ideał wygląda, to zapewniam Cię, że wciąż bardzo daleko mi do niego. Nie raz przyznaję, i na blogu i na kanałach social media, że wielu spraw wciąż nie ogarniam, wiele wciąż zawalam. Nie mniej jednak – szczególnie w ostatnim czasie, powolutku, powolutku, zaczynam znajdować swój złoty środek na pogodzenie wszystkiego i zrozumienie istoty rodzicielstwa. Dopiero teraz i dopiero zaczynam, więc do „ideału” droga pewnie jeszcze długa, ale ważne, że w końcu świadomie rozpoczęta 🙂

      • To chodzi o wrażenie jakie odbieramy kogoś czytając 🙂

        • W takim razie to chyba dobrze, że udaje mi się stworzyć chociaż takie wrażenie 😉